Blog

Blog: W Bieszczadach jest wszystko, co kocham!

Opowiem Wam pewną historię… Moją historię o Bieszczadach 🙂

Pierwszy raz w Bieszczadach pojawiłam się w wakacje po pierwszej klasie liceum. Po przeliczeniu lat, które upłynęły od tamtego momentu… przeraziło mnie, że jest ich tak wiele! Dziwne jest to uczucie, gdy orientujesz się, że wcale nie jesteś już nastolatkiem (no po prostu niemożliwe!). Mimo że dusza nadal chciałaby szaleć. Bo posiadanie męża i dziecka wcale nie oznacza, że stałam się jakąś stateczną matroną, o nie! 🙂 Koniec dygresji. Pora wracać w Bieszczady 🙂

I wtedy, te dziesięć lat temu (matko, jak dawno!), lipiec okazał się niemiłosiernie deszczowy i mglisty. Wchodziłam po śliskiej trasie, mokłam, męczyłam się, a na szczycie witał mnie jedynie wiatr i gęsta mgła, przesłaniająca widok na 5 metrów ode mnie. Pamiętam, że to tam, na szczycie można było ,,położyć się” na silnym wietrze i ciało nie opadało, podtrzymywane silnym podmuchem. Ale! Jeden dzień był piękny! I wtedy zakochałam się w Bieszczadach na amen! I co roku po prostu MUSZĘ tam wracać!

W tym roku było szczególnie. Pierwszy raz w życiu widziałam Bieszczady w takich barwach. Zwykle przeszkadzały mi w tym studia i obchodziłam się smakiem, chodząc po szlakach pod koniec września, gdy drzewa dopiero zaczynały się rumienić. Tym razem, w połowie października były tak rumiane…że nawet nie mogłabym sobie wymarzyć piękniejszych widoków! Zresztą, sami zobaczcie:

I za to właśnie kocham Bieszczady. Za każdym razem może i chodzę tymi samymi, sprawdzonymi szlakami, ale za każdym razem wyglądają one zupełnie inaczej.

I muszę się przyznać, że ja naprawdę nie lubię wchodzić pod górę… I całą drogę muszę się pocieszać hasłami w stylu ,,już niedaleko” albo ,,na szczycie będzie nagroda”. I to prawda, bo na szczycie ZAWSZE czeka nagroda. No, chyba, że pada i widoki zakrywa gęsta mgła… 😉

Ach, piękne to wszystko. Po powrocie nie wspomina się tego, że było ciężko tam wejść. Pamięta się już tylko ten zaparty dech w piersiach, czyste powietrze, prawdziwie otwartą przestrzeń i zachwycające widoki.

Z Bieszczadami wiąże się również moja romantyczna przygoda. To tam, na Bukowym Berdzie po pięciu miesiącach znajomości oświadczył się pewien wyjątkowy chłopak, który dziś jest moim mężem 🙂

I jak widzicie, z dzieckiem też się da! Pod warunkiem, że ma się u boku męża-superbohatera, który wnosi na szczyt  ciężkiego synka i ciężki plecak jednocześnie 😉

A w tym roku też miało padać. Spotkało nas jednak absolutne szczęście i doświadczyliśmy prawdziwej, polskiej, złotej jesieni. I znowu będę tęsknić rok…

Poniższe zdjęcie najlepiej nawiązuje do tematu tego posta…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *